Jaki jest dylemat jeża?

W chłodny zimowy dzień grupa jeży postanawia przytulić się do siebie, aby się ogrzać, ale gdy się zbliżają, zaczynają kłuć się kolcami. Natychmiast oddalają się od siebie, tylko po to, aby oziębłe powietrze doprowadziło ich z powrotem do siebie. Ale znowu pojawia się bolesne nakłucie i cofają się.

To jest dylemat jeża. Często nazywany problemem jeżozwierza jest metaforą wyzwań ludzkiej intymności.

Zostało to nakreślone przez niemieckiego filozofa Arthura Schopenhauera w 1851 roku, który stwierdza, że ​​jeże „odkryli, że najlepiej im będzie pozostać w niewielkiej odległości od siebie”.

Innymi słowy, jeże zdają sobie sprawę, że chociaż chcą być blisko, jedynym sposobem na uniknięcie wzajemnego zranienia jest uniknięcie zbytniej bliskości.

Dylemat jeża wkroczył w świat psychologii, gdy Zygmunt Freud (na zdjęciu po prawej) włączył opowieść Schopenhauera do swojej pracy z 1921 r. „Psychologia grupy i analiza ego”, którą pisarz George Prochnik opisuje jako „nawiedzony pytaniami o intymność."

Ale lata wcześniej napisał to Freud, co niektórzy uważają za kolejne odniesienie do dylematu jeża.

W 1909 r., Zanim wyjechał, aby przemawiać w Ameryce, Freud powiedział do niektórych przyjaciół: „Jadę do Ameryki, aby zobaczyć dziką jeżozwierzę i wygłosić wykłady”. Wyjaśnił, że jest to po prostu sposób radzenia sobie z nerwami, zauważając, że „zawsze dobrze jest zidentyfikować drugorzędny, mniej wymagający cel, na którym należy skupić uwagę.”

Prochnik ma jednak wątpliwości, czy Freud wspominał o jeżozwierzu - spośród wszystkich amerykańskich gatunków dzikiej przyrody - był przypadkowy. „Sam Freud uczy nas wątpić, że takie powiązanie może być przypadkowe”, pisze.

Prochnik podejrzewa, że ​​wzmianka o jeżozwierzu była w rzeczywistości odniesieniem do problemu jeżozwierza ze względu na mieszane uczucia Freuda na temat Ameryki, wyjaśniając, że ojciec psychoanalizy „tęsknił za ciepłem… Ameryka obiecała”, ale „czuł się igłowany… tym, jak bardzo się zbliżył”.

Podczas tej wizyty w Ameryce Freud rzeczywiście widział jeżozwierza - martwego. Jednak zanim wrócił do Austrii, amerykański neurolog James Jackson Putnam dostał brązową jeżozwierz, którą Freud trzymał na biurku do swojej śmierci.

Sto lat później Prochnik, który okazuje się prawnukiem Putnama, udał się do londyńskiego Muzeum Freuda, aby zobaczyć tę brązową jeżozwierzę, i odkrył, że jest to „duży, ciężki i całkowicie nieładny ... dzikie stworzenie”.

Ale czy zwierzęta z kolcami i kolcami są naprawdę odpowiednimi metaforami ludzkiej intymności?

Właśnie to badacz Jon Maner i jego koledzy chcieli ustalić, dlatego zinterpretowali sześć eksperymentów dotyczących reakcji ludzi na odrzucenie społeczne. Odkryli, że po odrzuceniu chronicznie niespokojni ludzie stają się mniej towarzyscy; jednak ludzie o bardziej optymistycznych usposobieniach faktycznie zintensyfikowali wysiłki na rzecz kontaktów społecznych.

Doszli do wniosku: „Schopenhauer był znany ze swojego kwaśnego temperamentu, a jego filozofia słynęła z pesymizmu. Nic więc dziwnego, że zrezygnował ze swoich jeżowców do życia, które trzęsło się na mrozie, obawiając się bólu spowodowanego ostrymi kolcami innych jeżozwierzy. Jednak w prawdziwym życiu… dla wielu osób potencjalny ból kolczastych kolców jest przeważający nad ogromną potrzebą ciepła społecznego. ”

Sam Prochnik zdał sobie sprawę, że pomimo surowego wyglądu Freuda z jeżozwierza, dotknięcie jego kolców nie było bolesne. Kiedy pogłaskał palcami po plecach, pióra wydały melodyjny dźwięk.

„Jeż Freuda, prezent od Ameryki, wygląda groźnie - woła:„ Nie zbliżaj się ”- pisze. „Ale jeśli odważysz się nawiązać kontakt z przedmiotem, odkryjesz, że kolce metamorfozują i stają się strunami muzycznymi.”

Zdjęcie Freuda: Wikimedia Commons

Podobne Artykuły