Jak naprawdę brzmi słońce?

Lubimy myśleć o naszym słońcu jako stałym przyjacielu. Jasne, lśni w melodii około 27 milionów stopni Fahrenheita, ale jakoś zawsze wydaje się tak fajne, spokojne i zebrane.

Prawdopodobnie dlatego, że - aby pożyczyć slogan z klasycznego horroru science fiction - w kosmosie nikt nie słyszy twojego krzyku.

Okazuje się, że środek naszego układu słonecznego wcale nie jest spokojny, ale ponieważ przestrzeń jest próżnią, powstałe fale dźwiękowe nie przemieszczają się.

Istnieją inne sposoby wykrywania dźwięku. NASA wyposażyła kilka statków kosmicznych w czujniki zdolne do rejestrowania emisji radiowych. Emisje te są następnie przekształcane w fale dźwiękowe, które są wszelkiego rodzaju przerażające.

W szczególności Obserwatorium Słoneczne i Heliosferyczne (SOHO) ma wyszkolone oko na Słońce, monitorujące ruch w jego ciągle zmieniającej się atmosferze. NASA stworzyła nawet dźwiękową reprezentację naturalnych wibracji - „niski, pulsujący szum bicia serca naszej gwiazdy”.

Możesz posłuchać „sonikacji” naszego słońca na poniższym utworze:

Ale zamiast rekonstruować dźwięk z danych, co by było, gdybyś mógł usłyszeć rzeczywisty zgiełk słońca na własne uszy?

Według heliofizyka, który zaryzykował odpowiedź na to pytanie w wątku Reddit w 2005 roku, prawdopodobnie żałowałbyś, że nie.

„Słońce jest wyjątkowo głośne” - zauważył Craig DeForest z Departamentu Studiów Kosmicznych Southwest Research Institute. „Wyobraź sobie 10 000 Ziem pokrytych policyjnymi syrenami, wszystkie krzyczą”.

Dzieje się tak dlatego, że Słońce jest ogromną kulą niewiarygodnie gorącej plazmy, w której stale zachodzą reakcje jądrowe, które głośno wymuszają wybuchy gazu na powierzchnię. Jak zauważa magazyn Astronomy, w danym momencie na powierzchni Słońca występuje około miliona wybuchów jądrowych - a każda z tych erupcji jest wielkości Teksasu.

Ostatnio teleskop słoneczny Daniela K. Inouye wykonał najbardziej szczegółowy do tej pory obraz Słońca, ujawniając rozległe wybuchy gazu na jego powierzchni - na szczęście bez ogłuszającego ryku.

„Musisz sobie wyobrazić coś wielkości Teksasu wynurzającego się spod powierzchni, wypalającego się i tonącego, wszystko w ciągu pięciu minut”, mówi DeForest. „To wyjątkowo gwałtowny proces - stworzyłby ogromną ilość dźwięku”.

A jaki to rakieta? DeForest mówi, że zanim te fale dźwiękowe (przenoszone na całkowicie hipotetyczne cząsteczki powietrza) dotrą do nas, będą się składać z tak wielu różnych częstotliwości, będzie bardziej jak ściana białego szumu. Byłoby to nieco tłumione przez tę 92-milową wędrówkę, ale prawdopodobnie nadal osiąga poziom zbliżony do koncertu wynoszący 100 decybeli.

Rzeczywiście, jest to rodzaj hałasu, który powinien sprawić, że będziemy wdzięczni za prawa fizyki, które pozwalają słońcu wykrzyczeć płuca w kosmos - podczas gdy pochłaniamy jego promienie i podziwiamy pozorny spokój naszego stałego towarzysza.

Podobne Artykuły